Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu

Polska liderka, mała grupa, zero pośpiechu – czym kobiece wyprawy różnią się od zwykłej wycieczki z biurem podróży? Mówi Jan Mikołajczak z olsztyńskiego biura Łączą Nas Podróże

Chcesz zobaczyć Maderę, przejść się ulicami Paryża albo spędzić kilka dni na Malcie, ale żadna z koleżanek nie ma akurat urlopu? Dla wielu kobiet właśnie w tym miejscu kończą się plany wyjazdowe. Alternatywą dla podróży solo i dużych wycieczek objazdowych stają się kameralne wyprawy organizowane wyłącznie dla kobiet. O tym, czym taki wyjazd różni się od klasycznej wycieczki z biurem podróży, dlaczego grupa nie powinna być zbyt duża i jaka właściwie jest rola liderki, rozmawiamy z Janem Mikołajczakiem z olsztyńskiego biura Łączą Nas Podróże.
  • Dzisiaj, 13:37
Polska liderka, mała grupa, zero pośpiechu – czym kobiece wyprawy różnią się od zwykłej wycieczki z biurem podróży? Mówi Jan Mikołajczak z olsztyńskiego biura Łączą Nas Podróże

Wyjazdy tylko dla kobiet mogą się na pierwszy rzut oka wydawać po prostu kolejnym rodzajem wycieczki zorganizowanej. Gdzie jest różnica?

Jan Mikołajczak: Przede wszystkim w sposobie podróżowania. Nie chodzi o to, żeby zebrać grupę, przewieźć ją od punktu A do B i zrealizować możliwie długą listę atrakcji. Chcemy, żeby uczestniczki rzeczywiście miały czas poczuć miejsce, do którego przyjechały.

Dlatego stawiamy na kameralne grupy, opiekę polskiej liderki i plan, który jest dobrze zorganizowany, ale nie powinien przypominać wyścigu z zegarkiem. Logistyka jest po naszej stronie. Uczestniczka nie musi zastanawiać się, jak dostać się do kolejnego miejsca ani pilnować wszystkich szczegółów organizacyjnych.

Czyli „zero pośpiechu” nie oznacza, że przez pół wyjazdu siedzimy w hotelu?

Jan Mikołajczak: Zdecydowanie nie. Można zobaczyć bardzo dużo, nie mając jednocześnie poczucia, że cały dzień polega na patrzeniu na zegarek.

Dobrze przygotowany program powinien mieć rytm. Jest czas na zwiedzanie i poznawanie miejsca, ale podróż to przecież również kawa wypita bez pośpiechu, lokalne jedzenie, rozmowa czy możliwość zatrzymania się na chwilę tam, gdzie po prostu jest pięknie.

Jeśli każdą godzinę wypełnimy kolejnym punktem programu, po dwóch czy trzech dniach uczestnik pamięta przede wszystkim zmęczenie. My chcemy, żeby pamiętał miejsca, atmosferę i ludzi.

Na Waszej stronie mocno podkreślacie też małe grupy. Dlaczego liczba uczestniczek ma takie znaczenie?

Jan Mikołajczak: Bo całkowicie zmienia dynamikę wyjazdu. Przy dużej grupie sporo czasu pochłania sama logistyka: zbiórki, liczenie osób, wsiadanie, wysiadanie, czekanie. Trudniej też reagować na sytuację na miejscu.

W mniejszej grupie możemy działać bardziej naturalnie. Łatwiej wspólnie usiąść w restauracji, przejść przez miasto czy zmienić tempo, gdy jest taka potrzeba. Szybciej też przestajemy być grupą przypadkowych osób stojących obok siebie.

A polska liderka? Przecież wiele rzeczy można dziś sprawdzić w telefonie.

Jan Mikołajczak: Oczywiście. Tylko że dostęp do informacji nie rozwiązuje wszystkich problemów.

Liderka nie jest wyszukiwarką atrakcji. Jej zadaniem jest być z grupą, pilnować organizacji i reagować wtedy, gdy coś nie idzie zgodnie z planem. W podróży wystarczy opóźnienie, zmiana pogody czy drobny problem organizacyjny i nagle okazuje się, jak dużą wartość ma osoba, która zna plan i wie, co zrobić dalej.

Dla uczestniczek oznacza to przede wszystkim komfort. Mogą skupić się na samym wyjeździe, zamiast przez kilka dni pełnić funkcję organizatorki własnych wakacji.

Czy na takie wyprawy przyjeżdżają przede wszystkim grupy koleżanek?

Jan Mikołajczak: Wręcz przeciwnie. Ten format jest bardzo ciekawy właśnie dla kobiet, które nie mają z kim pojechać.

To częsta sytuacja. Jedna osoba ma urlop, druga nie. Ktoś chciałby zobaczyć konkretny kierunek, ale partner woli zupełnie inny sposób spędzania czasu. Koleżanki mają dzieci, obowiązki albo po prostu inne plany. I wtedy łatwo odłożyć podróż na bliżej nieokreślone „kiedyś”.

Wyjazdy dla kobiet rozwiązują ten problem inaczej: nie trzeba kompletować własnej ekipy, żeby ruszyć w podróż. Można dołączyć do zorganizowanej grupy i poznać pozostałe uczestniczki już w trakcie wyjazdu.

Ale pojawia się pewnie obawa: „nikogo tam nie znam”.

Jan Mikołajczak: Bardzo często. I jest całkowicie zrozumiała.

Trzeba jednak pamiętać, że pozostałe uczestniczki są w podobnej sytuacji. To nie jest wejście w środek zamkniętej paczki znajomych, która zna się od dziesięciu lat. Wiele kobiet przyjeżdża samodzielnie.

Kameralna grupa bardzo pomaga. Łatwiej zapamiętać imiona, zacząć rozmowę, zjeść razem kolację. Nie próbujemy przy tym na siłę tworzyć integracji. Relacje najlepiej powstają naturalnie - podczas wspólnego zwiedzania, przejazdu, posiłku czy wieczornej rozmowy.

Czy są jakieś wymagania wiekowe?

Jan Mikołajczak: Nie chcemy sprowadzać takich wyjazdów do metryki. Ważniejsze jest nastawienie do podróży i dopasowanie do konkretnego programu.

Przed wyborem wyprawy warto sprawdzić, jak wygląda jej intensywność, ile jest chodzenia, jaki charakter ma kierunek i czy taki sposób spędzania czasu nam odpowiada. To znacznie więcej mówi o dopasowaniu do grupy niż sama data urodzenia.

Czyli to nie jest oferta wyłącznie dla osób, które boją się podróżować samodzielnie?

Jan Mikołajczak: Nie. To jedna z grup, ale zdecydowanie nie jedyna.

Można świetnie radzić sobie w podróży solo, a mimo to czasami nie mieć ochoty samemu szukać lotów, noclegów, transportu, atrakcji i układać całej trasy. Organizacja dobrego wyjazdu potrafi zająć wiele godzin.

Tutaj kupujemy więc nie tylko samą podróż, ale również wygodę wynikającą z tego, że ktoś wcześniej wykonał tę pracę, a podczas wyjazdu nadal czuwa nad realizacją planu.

Co powiedziałby Pan kobiecie, która od kilku miesięcy ogląda zdjęcia z danego miejsca, ale ciągle czeka, aż znajdzie kogoś do wspólnego wyjazdu?

Jan Mikołajczak: Żeby zastanowiła się, ile podróży już w ten sposób odłożyła.

Nie zawsze trzeba czekać, aż terminy kilku osób idealnie się zgrają. Można pojechać bez własnej ekipy, a jednocześnie nie podróżować samotnie. I właśnie w tym widzę jedną z największych wartości kobiecych wypraw.

Masz organizację, liderkę i grupę, ale nadal zostaje przestrzeń na zwyczajne cieszenie się miejscem. Bez presji, że trzeba samodzielnie wszystko zaplanować, i bez przekładania kolejnego wyjazdu na następny rok tylko dlatego, że tym razem koleżanka nie dostała urlopu.

Na koniec: po czym poznajecie, że wyjazd naprawdę się udał?

Jan Mikołajczak: Nie tylko po tym, że wszystko odbyło się zgodnie z planem. Organizacyjnie oczywiście musi się zgadzać, ale najlepszym sygnałem są dla mnie sytuacje, kiedy pod koniec wyjazdu uczestniczki, które kilka dni wcześniej zupełnie się nie znały, rozmawiają już o tym, gdzie mogłyby pojechać następnym razem.

Bo ostatecznie nazwa Łączą Nas Podróże nie wzięła się znikąd. Dobre podróże zostawiają po sobie nie tylko zdjęcia i odhaczone miejsca. Zostają historie, relacje i ochota, żeby znowu gdzieś ruszyć.

Artykuł sponsorowany